Historia znowu weryfikuje doktrynę
Z czasem tezy keynesowskie zyskały dużą popularność dzięki temu, że szybko wykazały znacznie większą niż teorie neoklasyczne zdolność do radzenia sobie z ówczesnymi zjawiskami gospodarczymi. Jednak żadna z kolejnych aktualizacji oryginalnego modelu keynesowskiego nie dostarczyła wystarczająco mocnych odpowiedzi, teoretycznych i politycznych, na problemy, które pojawiły się w latach 70. i 80.
Polityka keynesowska dostarczała zadowalających rozwiązań w latach ekspansywnego wzrostu w okresie powojennym, ale stała się naprawdę nieskuteczna w obliczu nowego typu recesji ostatnich dekad XX wieku. Wysoki poziom bezrobocia postawił pod znakiem zapytania keynesowskie wykorzystanie polityki gospodarczej. Internacjonalizacja stosunków gospodarczych sprawiła, że wnioski płynące z analizy popytu w gospodarkach zamkniętych stały się nieaktualne. Kryzys produktywności, który wymusił rekonwersję technologiczną, oraz powstanie bardzo głębokiego konfliktu dystrybucyjnego, uniemożliwiającego ujmowanie regulacji zatrudnienia jako jeszcze jednego wymiaru polityki dochodowej, stanowiły problemy, na które keynesizm nie znajdował rozwiązań. Podobnie jak stało się to z modelem neoklasycznym, rzeczywistość wymusiła weryfikację założeń szkoły keynesowskiej.
Powrót Friedmana do (neo)klasyki
W latach 70. pojawiły się jednocześnie wysokie stopy inflacji i bezrobocia. Spowodowało to z konieczności zmianę podstaw rozumienia zjawiska bezrobocia, a wraz z nim teoretycznego wyjaśnienia funkcjonowania rynku pracy. Na poziomie makroekonomicznym wyjaśnienie to zostało zaproponowane przez koncepcję “naturalnej stopy bezrobocia” opracowaną pierwotnie przez Miltona Friedmana (1968), założyciela szkoły monetarystycznej, która odrzuciła podstawowe zależności modelu keynesowskiego.
W nowej koniunkturze gospodarczej stagflacja (utrzymująca się wysoka inflacja połączona z wysokim bezrobociem i stagnacją popytu) stała się dominującym paradygmatem. Friedman powrócił do bardziej radykalnych założeń modelu neoklasycznego o ograniczonej możliwości prowadzenia ekspansywnej polityki popytowej (zachęt państwa do popytu inwestycyjnego) w celu zmniejszenia bezrobocia. W rozumieniu monetarystów efektywna stopa bezrobocia, która nie musi wynosić zero, będzie odpowiadać bezrobociu dobrowolnemu.
W rzeczywistości koncepcja naturalnej stopy bezrobocia jest tylko odnowioną wersją neoklasycznej idei stanowiącą, że istnieją pewne poziomy równowagi płac realnych i zatrudnienia w gospodarce, których nie można zmienić poprzez zmiany cen. Wynikająca z tego normatywna propozycja jest oczywista: aby osiągnąć wzrost poziomu zatrudnienia, można działać tylko poprzez obniżanie płac pracowników.
Rewizja szkoły neoklasyków: teoria kapitału ludzkiego
Wraz ze stopniowym powrotem teorii neoklasycznej następuje intensywna i równoległa rewizja jej podejścia do rynku pracy, którego ograniczenia stają się coraz bardziej widoczne w konfrontacji z rzeczywistością. Brak jednorodności zarówno w podaży pracy, czyli w kwalifikacjach pracowników, jak i w popycie na pracę doprowadził do opracowania tego, co można uznać za główny wkład szkoły neoklasycznej do ekonomii pracy: teorii kapitału ludzkiego.
Teoria ta sugeruje, że heterogeniczność pracowników jest wynikiem różnego stopnia inwestycji, jakich dokonują oni w zakresie swojego szkolenia i podnoszenia kwalifikacji. Heterogeniczność jest więc wynikiem procesu inwestycyjnego: inwestycji w kapitał ludzki. Analiza od początku obejmuje obszar decyzji indywidualnych, w oparciu o hipotezę, że badani mają zdolność wyboru zarówno ilości pracy, którą są skłonni zaoferować, jak i jakości tej pracy, co będzie zależało od ich wcześniejszej decyzji
o zainwestowaniu w określony rodzaj szkolenia.
To podejście odchodzi od tradycyjnej neoklasycznej koncepcji pracy jako towaru bez innych specyficznych cech poza tym, że jest wykonywana przez ludzi, jak twierdził Alfred Marshall. Uderzającą różnicą i nowym neoklasycznym “cudem” jest to, jak w swojej podróży do źródeł teoria ta zdołała sprawić zmienić pracę z towaru w kapitał.
Bezrobocie zaczyna być rozumiane jako konsekwencja indywidualnych decyzji. Jest to specyficzny problem każdego podmiotu, a nie problem społeczny. Bezrobocia wiąże się przede wszystkim
z niedostatecznym lub niewłaściwym inwestowaniem w szkolenia, dlatego propozycje regulacyjne
w niniejszej analizie odnoszą się raczej do obszaru polityki edukacyjnej niż polityki rynku pracy.
Instytucjonalizm i nowy marksizm
Zgodnie z logiką przewijającą się przez wszystkie warianty neoklasyczne, instytucje i regulacje tylko usztywniają gospodarkę. Oddalają w ten sposób rynki od doskonałej konkurencji i powodują sytuacje, w których płaca realna jest nadmiernie wysoka w porównaniu z innymi warunkami panującymi na rynkach produktów i pracy.
W odniesieniu do tych problemów nurt instytucjonalistyczny ma na celu podkreślenie znaczenia społecznych i instytucjonalnych wpływów na zachowanie aktorów rynku pracy, a tym samym na ewolucję płac, zatrudnienia i bezrobocia. W przeciwieństwie modelu neoklasycznego, instytucjonalizm traktuje instytucje jako zmienne endogeniczne. Z perspektywy znacznie bardziej opisowej niż analitycznej, autorzy instytucjonalistyczni uważają, że formy organizacji przemysłowej, istniejące warunki na rynku dóbr, dostępna technologia, strategie kontroli przedsiębiorstw czy regulacje rynku pracy, odgrywają decydującą rolę w strukturze tego rynku. Rynek, który z kolei nie ma charakteru ani wyjątkowego, ani konkurencyjnego, ma raczej strukturę fragmentaryczną i niedoskonałą.
Rynek pracy składa się z różnych segmentów niekonkurencyjnych i różniących się poziomem wynagrodzeń i warunkami pracy. Zgodnie z tą “dualną” wizją, funkcjonowanie rynku pracy można by wyjaśnić wychodząc z założenia, że dzieli się on na dwa duże segmenty: ograniczony rynek pierwotny (który obejmuje dobre miejsca pracy na rynku, czyli takie, które charakteryzują się m.in. wysokimi płacami, stabilnością, możliwościami awansu zawodowego) i rynek wtórny (miejsca pracy o niskich płacach, niestabilności, niewielkich możliwościach awansu itd.).
Szereg czynników społecznych, a zwłaszcza czynników popytowych, spowodował z czasem dualizację rynku pracy. Jednocześnie relacja między edukacją a pracą jest kształtowana przez tę dwoistość,
a podaż pracy warunkują mniej lub bardziej stabilne czynniki tj. dostęp do wyższego wykształcenia, profil społeczno-kulturowy, czy tez lub wpływ rodziny na wybory edukacyjno-zawodowe. Krótko mówiąc, teoria ta zakłada, że społeczeństwo jest ustrukturyzowane instytucjonalnie, czyli uwarunkowane nawykami i regułami, które rządzą produkcją i dystrybucją bogactwa.
Obok teorii instytucjonalistycznych alternatywę dla neoklasyków stanowiły teorie wywodzące się pośrednio z pierwotnego marksizmu. Podstawowym punktem konfrontacji między teoriami marksistowskimi i neoklasycznymi jest rozróżnienie między koncepcją pracy jako towaru, który jest kupowany i sprzedawany na rynku (teoria neoklasyczna) a koncepcją pracy jako czynnika produkcji, który jest włączany do procesu produkcji (teoria marksistowska).
W odróżnieniu od pierwotnego podejścia marksistowskiego, skoncentrowanego na wspomnianym rozróżnieniu, na gruncie neomarksizmu stworzono różne teorie poruszające zagadnienia pracy
i dynamiki, która nią rządzi. Wszystkie one zgadzały się jednak co do tego, że aby określić czynniki determinujące wielkość zatrudnienia lub bezrobocia w gospodarce oraz wytyczne i zasady rządzące dystrybucją dochodu w jej obrębie, należy przeanalizować czynniki kontekstualne tj. specyficzne warunki pracy, hierarchia właściwa dla pracy najemnej, mechanizmy kontroli wyartykułowane w celu przekształcenia siły roboczej w pracę efektywną oraz ogólne warunki gospodarki kapitalistycznej w danym momencie. Krótko mówiąc, stosunki pracy to nie tylko stosunki rynkowe, ale także stosunki społeczne.
ekonomia feministyczna
Ekonomia feministyczna jest jednym z ruchów na rzecz pluralizmu w ekonomii. Nurt ten zwraca uwagę na kwestie dotyczące kobiet, które tradycyjnie nie były dostrzegane przez szkoły ekonomiczne zdominowane przez mężczyzn. Ekonomia feministyczna stara się również wyodrębnić przestrzeń dla kobiet w naukach ekonomicznych, ze względu na sprawiedliwość, różnorodność i większe szanse na uwzględnienie kwestii kobiecych. Teoria ta słusznie argumentuje, że teoria ekonomii prezentuje historycznie męski punkt widzenia.
Ekonomistki feministyczne twierdzą, że kobiety wykonują wiele prac, które są niepłatne
i niezauważone, ale które pozwalają na funkcjonowanie gospodarki, społeczeństwa i rodziny. Niewynagradzana praca w gospodarstwie domowym nie jest uznawana za obecną na rynku pracy,
a ponadto oczekiwania związane z płcią, które skłaniają kobiety do wykonywania określonych zadań i zawodów, historycznie sprawiły, że kobiety nie były wynagradzane w takim samym stopniu jak mężczyźni, zarówno pod względem społecznym, jak i finansowym. Co więcej, nieodpłatna praca nie kończy się w domu. W pracy oczekuje się od kobiet wykonywania mniej ważnych zadań niż mężczyźni. Zadania te nie przyczyniają się do rozwoju kariery kobiet, ale są niezbędne do utrzymania miejsca pracy. Dotyczy to wykonywania swego rodzaju prac domowych w biurze tj. utrzymywanie porządku, czy przynoszenie jedzenia, jak również spisywania protokołów, wspierania innych, tworzenia harmonogramów i tym podobnych.
Kobiety historycznie wykonywały dużą ilość pracy, która nie była dostrzegana przez szkoły ekonomiczne. Dokładniejsze dane i uwzględnienie tych koncepcji w myśli ekonomicznej
i wyobrażeń społeczeństwa na temat “pracy” byłoby ogromnym krokiem naprzód.5
Ekonomia ekologiczna
Ani klasyczna, ani neoklasyczna, marksistowska czy keynesowska szkoła ekonomii nie poruszały problemu skali gospodarczej. Wszystkie one zawsze koncentrowały się na wzroście gospodarczym, gdyż w czasach, gdy powstawały, problemy ekologiczne nie były przedmiotem realnego zainteresowania. Najważniejszym wkładem ekonomii ekologicznej jest argument, że gospodarka ludzka jest podsystemem naturalnego systemu podtrzymywania życia na Ziemi. Ziemia zaś ma ograniczone zasoby. Argumentacja ta skupia się na wartości życia, a nie wartości pieniężnej tego, co gospodarki produkują i dystrybuują.
W ostatnich dziesięcioleciach zrozumieliśmy, że zmiany klimatyczne i zanieczyszczenie powietrza to problemy, które dotyczą nas wszystkich. Problem jednak w tym, że chociaż regulacje, takie jak polityka w zakresie zielonej energii, mogą prowadzić do znacznej poprawy stanu środowiska i korzyści zdrowotnych, to jednocześnie nakładają one na firmy dodatkowe koszty produkcji, zwłaszcza
w sektorach obejmujących wymianę handlową i intensywnie wykorzystujących siłę roboczą i energię.
Szkoła ekonomii ekologicznej twierdzi jednak, że korzyści z takich regulacji środowiskowych prawdopodobnie przewyższają wszelkie koszty. Polityka zielonego wzrostu ma na celu jednoczesną poprawę jakości środowiska i wzrost gospodarczy. Udana transformacja w kierunku zielonego wzrostu może stworzyć nowe możliwości dla pracowników, ponieważ miejsca pracy można tworzyć w wielu sektorach gospodarki o niskiej intensywności emisji, podczas gdy w sektorach o wysokiej intensywności emisji miejsca pracy są likwidowane.
Najprawdopodobniej w większości krajów redukcja zatrudnienia najbardziej dotknie “pracowników fizycznych i rolnych”. Ta kategoria zawodowa jest w dużej mierze zatrudniona w sektorach energochłonnych. Pracownicy z branż takich jak usługi i sprzedaż oraz kierownicy i urzędnicy są mniej narażeni, ponieważ reprezentują branże będące przedmiotem mniejszej aktywności polityki ekonomicznej.
Powodzenie polityki ekologicznego wzrostu gospodarczego zależy od zdolności przedsiębiorstw i pracowników do dostosowania się do zmian w strukturach gospodarczych wywołanych przez tę politykę. Pogłębianie wiedzy na temat kategorii stanowisk pracy, które są najbardziej narażone w związku z wdrażaniem polityki ekologicznego wzrostu gospodarczego, ma zasadnicze znaczenie dla dostosowania polityki edukacyjnej i szkoleniowej, jak również systemów redystrybucji, które będą uwzględniać cele ekologicznego wzrostu gospodarczego.
